Czym jest dla mnie muzyka? To zarazem trudne i proste pytanie. Przede wszystkim to dźwięki płynące z głośników, słuchawek... Coś pozytywnie nastawiającego. Muzyka to power do życia i często działa jak jakiś dopalacz. Bez namysłu odpowiedziałabym, że muzyka to odskocznia od rzeczywistości i problemów dnia codziennego. Jednak dziś chciałabym wziąć ten temat po lupę i przyjrzeć się bliżej funkcji muzyki w moim życiu.
Muzyka odstresowuje, pociesza, wprowadza w inny stan ducha i umysłu. Lubię położyć się ze słuchawkami w uszach do łóżka i dokładnie, nawet kilkakrotnie, wsłuchiwać się w słowa. Dzięki temu zrozumiałam przekaz "Love forever", którego jeszcze parę lat temu nie doceniałam. Zdarza mi się przy muzyce zasnąć, co świadczy o jej mocy uspokajania, wyciszania. A jak wiadomo- człowiek zrelaksowany szybko usypia. :) Po prostu mogę się wówczas wyluzować i odpocząć, np. poprzez wspomnianą drzemkę. Ponadto muzyka to emocje. Niezastąpione i potrzebne do normalnego funkcjonowania emocje, które nierzadko wyrażają więcej niż puste słowa bez pokrycia. Muzyka to po prostu moja miłość. Coś co daje niczym nie uzasadnione szczęście. Nie jest tak, że słucham muzyki codziennie. Nie. Zapuszczam coś w glośnikach, kiedy czuję taką potrzebę. Nie słucham piosenek na okrągło. Potrafię wytrzymać bez muzyki nawet tydzień, ale często, nawet nieswiadomie, nucę coś pod nosem, gdy wpadnie mi w ucho zasłyszany utwór w radio, TV...




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz