Hej!
W drodze ze szkoły wzięło mnie na rozmyślanie o zachowaniu pewnych ludzi, moich "koleżanek" z klasy. No własnie, chyba słusznie wzięłam to słowo w cudzysłów.Niby są. Ponoć mnie lubią. Ale odzywają się i okazują tą miłość dopiero wtedy, gdy potrzebują pomocy, wsparcia. Najczęściej mówią: "Ej, daj spisać" albo "Co zadane?" bądź "Weź mi pomóż, bo ja sama nie dam rady, ty jesteś taka mądra..." Wkurzają mnie takie teksty. Są naciągane, sztuczne. Czuję się nieco wykorzystywana, pomiatana. A te osoby uważam za fałszywe. Ja zrobię dla nich wszystko, one dla mnie nic- już miałam okazję się o tym przekonać. Doszłam do wniosku, że wszyscy, bez wyjątku są dwulicowi i podli.Wiadomo, że w moim otoczeniu znajdują się bardzo dobrzy ludzie, na których mogę polegać i nie czuję się przy nich źle. Ale każdy ma coś na sumieniu. Mi też zdarza się być dwulicową. Ale nie wykorzystuję ludzi, nie lubię ich "za coś". Za to, ze są, że można z nimi pogadac, poradzić się, ale nie terroryzować, aby mi pomogła. Nie. Ja radze sobie sama. Próbuję. Jeśli mi nie wychodzi- trudno. Życie to nie bajka. Boję się pomyśleć z mojej "koleżanki". To takie nieporadne dziecko. Nie umie sklecić normalnego zdania po polsku. Jednakże nie współczuję jej. Denerwuje mnie, ponieważ zachowuje się w stosunku do mnie tak jak wyżej opisalam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz