poniedziałek, 18 marca 2013

Boring monday

Poniedziałek. Rekolekcje. Zaskakująca wiadomość. Okazało się, że w środę trzeba jednak przyjść do szkoły na 8:15. 

I marzenie 3 dni absolutnie wolnych prysło. Cóż. Dziś sobie pospałam zaledwie do 7:30... Kiedy mam do szkoły na 8:00 wstaję o 6:30. Tak więc dziś nie poszalałam. Ale może jutro dłużej poleżę. 
Rano, po przebudzeniu, poszłam do kuchni, gdzie czekała na mnie gorąca herbatka z cytrynką zrobiona przez tatę. Posiedziałam chwilę w swoim pokoju a potem pożegnałam się z tatą, który poszedł do pracy. Potem zrobiłam sobie śniadanie. Jako że nie  musiałam się spieszyć były to jajka sadzone na bekonie. Mniam! :) Po jedzeniu włączyłam komputer. Później się ubrałam., odkurzyłam i siedziałam w kuchni z mamą. Chwilę sobie porozmawiałyśmy. Dopiłam herbatę, pożegnałam mamę, ubrałam sie w kurtkę i czekałam na Ulę. Razem poszłyśmy na rekolekcje. Ksiądz był inny niż wszyscy dotychczas. Zawsze kapłani rozmawiali z nami, byli blisko, a ten prawie że odprawił mszę stojąc przy ołtarzu. Mówił dużo i nie potrafił nikogo zaciekawić. Nie wiem, jak jutro wytrzymam tą godzinę w kościele. Po nudnej godzinie spędzonej w zimnie wróciłam z Ulą do domu. Zaparzyłam nam herbatę, po czym wzięłam się za podcinanie koleżance końcówek włosów. Później zrobiłyśmy ciasto. Wyszło wyśmienite. Kiedy Urszula już poszła pilnować rodzeństwa, zamulałam przed komputerem. To samo robię teraz... Wieczorem pewnie poczytam książkę.A za chwilę zrobię rachunek sumienia przed jutrzejszą spowiedzią. To tyle na razie. Lots of love.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz