Cześć. Właśnie niedawno wróciłam ze szkoły. Tak, tak, nie obchodzę Dnia Wagarowicza. :) W trzydziestodwuosobowej klasie, dziś na lekcjach zjawiło się około szesnastu uczniów. Frekwencja znikoma. Po pierwszej lekcji 4 dziewczyny poszły sprzedawać ciasta i ozdoby na kiermaszu w podstawówce, tak więc jeszcze ubyło osób. Poza tym było całkiem okey. Ominął nas sprawdzian z fizyki oraz, z powodu nieobecności pani germanistki, kartkówka z niemieckiego.Mieliśmy zastępstwo z panem od informatyki, tak więc dodatkowa godzinka siedzenia przed komputerem. :)
Nie jestem dziś w wyśmienitym humorze. Co prawda wpadły mi dwie oceny: 4- i 5, ale jak tu się cieszyć, kiedy jestem pokłócona z mamą. A jakby tego było mało to muszę ogarnąć 8 tematów z biologii na jutrzejszą pracę klasową. To nie takie proste. Biologica jest naprawdę wymagającą nauczycielką... Żąda od nas nie wiadomo jakiej wiedzy. Na dodatek pytania układa bez podręcznika, tak więc zdarza się, że wymaga się od nas tego, czego w książce po prostu nie ma.
No nic, idę sprobowac wbić sobie coś do tej głowy, byleby chociaż na 4 się załapać. Papatki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz