Przybywam, aby opowiedzieć Wam trochę dniu dzisiejszym i jutrzejszym. Otóż z rana ta sama rutyna. Dziś nieco wcześniej wyszłam do kościoła, aby ustawić się w kolejce do konfesjonału. Okazało się, że tylko ja już tam byłam, reszta stała przed budynkiem. Nawet pani nie było. Siedząc tak samotnie miałam czas na pewne przemyślenia. Bałam się spowiedzi. I słusznie. Ksiądz nieźle mi nagadał. Aż normalnie boję się kolejny raz na niego trafić. I pokutę też dostałam jak nigdy dotąd. Ogólne rekolekcje były ciekawsze niż wczoraj, a może po prostu uważniej słuchałam, bo nie miałam do kogo się odezwać.W każdym razie jakoś wytrzymałam te 50 minut (a nie godzinę tak jak wczoraj :) ). Po powrocie do domu próbowałam uczyć się biologii, ale coś mi nie idzie. Trudny materiał, ciężko mi się przyswaja. Potem zjadłam zupę i chipsy, po czym wzięłam się za czytanie książki. Już setna strona. Ciekawość z minuty na minutę wzrasta. Pooglądałam trochę telewizję, ale nic nie przykuło mojej uwagi, więc poszłam umyć głowę. No i teraz siedzę w ręczniczku i turbanie. :D swoją drogą- wyglądam dość komicznie.
Jutro idę na 8:15 do szkoły. Nie wiem, czy w ogóle ktoś poza sportowcami idzie, ale teoretycznie każdy uczeń powinien się stawić. Zobaczymy.Nie chcę jutra. Boję się tego, że będę całkowicie sama i będą mnie wytykać sportowcami. Tym bardziej, że mój wygląd nie przypomina postury lekkoatlety... No nic, może jakoś przeżyję. Chociaż wolałabym nie, bo w czwartek kolejne stresy. Nie wiem, czy zdołam przekazać koleżankom ozdoby na kiermasz i czy będą chciały je wziąć. Zawsze zbyt mocno wszystkim się zamartwiam. Oj tak, to moja wada. Nie potrafię jej się wyzbyć, a bardzo utrudnia życie.:(

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz