Witajcie w piątkowe po południe. :) Nareszcie weekendzik. Musze Wam na wstępie powiedzieć, że z bioli poszło mi całkiem dobrze. :) Liczę na 4, aczkolwiek wszystko może się zdarzyć. W każdym razie nie będę się przejmować niższym stopniem. Dziś w szkole nie było za ciekawie. Na matmie zamuła, tak wgl to nauczyciel jest mężem pani od bioli :D, na hiście pani zwróciła mi uwagę, no a reszta już była spoko. Pierwszy raz w tym roku szkolnym kupiłam sobie coś w sklepiku szkolnym. Głód mnie przymusił. :) Po powrocie ze szkoły, ogarnęłam troszkę pokój, a kiedy mama wróciła z pracy usmażyłam sobie nalesnika, ale zjadłam na sucho, bo nie lubię ani z mięsem (bo piątek), ani z serem, a z dżemem czy nutellą za słodko. Nie najadłam sie tym czymś za mocno, tak więc właśnie pokroiłam sobie warzywka i zrobię tortillę. Mniam! Bym dorzuciła kurczaczka, no ale post. Na 19:00 muszę iść na Drogę Krzyżową. Nie chcę mi się strasznie. Ale muszę. Mam nadzieję, że nie zamarznę w kościele. :) No to na razie tyle, papa.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz